Siedzenie z Matim w domu od 5 dni doprowadza mnie do szewskiej pasji. Gdzie jest melisa, bo zaraz wybuchnę jak ten meteoryt, który właśnie spadł w Rosji?!
Nie zrozumcie mnie źle - spędzanie trochę czasu w domu z synkiem jest wspaniałe. Euforia jednak mija po kilku dniach biegana za nim i:
- pilnowania czy nie spadnie ze stołów i krzeseł, na które ciągle się wspina
- zbierania klocków, samochodzików, pluszaków pałętających się pod nogami w ilościach nie do ogarnięcia (nie wiem skąd on wyciąga coraz to nowe zabawki)
- nakładania mu kapci, które zdejmuje sobie co 5 minut
- pilnowania czy przypadkiem nie usmarował się Sudocremem/pastą do zębów
- sprzątania po każdym posiłku Mateuszka, bo jesteśmy teraz na etapie: "Mati sam!!!!" (cokolwiek by to nie było: zupa, jogurt czy inne plamogenne jedzenie)
- pilnowania czy nie planuje wysadzić domu w powietrze wkładając wszystko, co ma pod ręką do gniazdka z prądem
- wyciągania mu z rąk: pilotów, telefonów komórkowych, termometru, elektronicznej niani, kubków i szklanek, które ściąga po prostu zewsząd
- wysłuchiwania piszczenia i krzyków, kiedy coś idzie nie po jego myśli
A najgorsze jest to, że nie zdążysz skupić się na jednej interwencji, a już musisz lecieć jak na pożar, bo Młody znów coś ciekawego wymyślił.
Rany boskie!
W tym momencie chciałabym wyrazić jak bardzo podziwiam i szanuję Panie Przedszkolanki. Toć to złotą cierpliwość trzeba mieć! Ja po tygodniu z jednym takim mam ochotę na własne życzenie wpisać się do wariatkowa!
Mama
Skąd ja to znam:) Z całej tej listy najbardziej chyba wkurza mnie mycie i sprzątanie po jedzeniu, no i oczywiście piski i krzyki:) Na stoły i krzesła na szczęście Madzia nie wchodzi i paluszki do kontaktu też raczej rzadko wkłada. Do kremów itp. nie ma dostępu. Z kapciami sobie poradziłam, tzn. olałam je i zakładam jej skarpetki antypoślizgowe:) Zazdroszczę, że masz to tylko przez kilka dni. Ja cały czas siedzę z małą w domu i coraz częściej myślę o powrocie do pracy:)
OdpowiedzUsuńOj podziwiam! Ja bym chyba nie dała rady...
OdpowiedzUsuń