środa, 25 maja 2011

Mateusz *5

Tydzień: 16

Nauczyłem się czegoś już jakiś czas temu. Uśmiecham się do mamy. Robię to specjalnie dla niej. Bo ona to mi wygląda na strasznie zmęczoną… W końcu co chwila coś. To chcę jeść, to mam mokry tyłek, to jestem zmęczony i trzeba mnie ululać, to chcę się bawić, to na spacer. A jeszcze muszę mieć co dzień czyste ciuszki, mama i tata obiadek. A mama to jeszcze sobie wymyśliła że jest za gruba więc jeszcze dokłada sobie do tego wszystkiego jakieś ćwiczenia i baseny. Tyle tego jest i widzę że mama to by chciała czasem po prostu walnąć się na kanapę i obejrzeć jakiś dobry film albo wyskoczyć na zakupy albo poczytać książkę.

No więc ja się uśmiecham. Ona pieje wtedy z zachwytu jak mała nastolatka na widok Justina Bibera i myśli, że ja taki słodziak jestem. A ja to jestem cwaniaczek jakich mało. Robie to aby ona czasem pewnego dnia nie rzuciła wszystkiego w cholerę, bo stwierdzi że już ma dość. O nie nie! Nie mogę do tego dopuścić. Uśmiecham się więc jak tylko złapię z nią kontakt wzrokowy. Mama mówi, że ja to jestem wyjątkowo śmiechowy bobas. Ale skąd ona może wiedzieć jakie są inne bobasy….?

Mati

p.s. zdjęcie na dziś - chichram się


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz