poniedziałek, 6 czerwca 2011

Mateusz *9

Tydzień: 18

Boże! Dzisiejsza noc to była masakra.

Zacznę może od tego, że jestem zimowym dzieciaczkiem. I cały czas rodzice dbali o to, by było mi ciepło. Oczywiście bez przesady. Jestem raczej z tego zimnego chowu. W domu nigdy nie było więcej niż 20 stopni, do kąpania też ok. 22. I było mi dobrze. No ale wiadomo – mama nie przyzwyczajona do upałów, więc w te pierwsze dni to zachowuje się jak ja gdy próbuję siadać - nieporadnie.

Wczoraj po kąpieli, po sprawdzaniu prognozy pogody na noc i długich rozmyślaniach, ubrała mnie w końcu w body z długim rękawem i tak wrzuciła do mojego nocnego śpiworka (uff! na szczęście bezrękawnik!). Dopóki byłem zmęczony to spałem. Ale ok. 23:00 jak już się trochę wyspałem, zacząłem się budzić dosłownie co 20 min. Było mi gorąco. Mama nie skumała, bo pot na moim karczku sprawił, że karczek zrobił się lekko chłodny i mama wręcz myślała, że jest mi zimno! Aaaaaaaa! A ja już ledwo żywy!

Skumała dopiero ok. 2:30. Przebrała mnie, tak że już było mi dobrze i hyc do łóżeczka. A mi to już wtedy odechciało się dalej spać. Usypialiśmy tak sobie do 4 rano. Mama stwierdziła, że to była najbardziej hardcorowa noc od moich urodzin. Nie będę tu opowiadał jaka była wściekła i zrozpaczona. Ci dorośli to są dziwni – jak nie mogą się wsypać w nocy to stękają i narzekają jak stare babcie w drodze po schodach na Kamienną Górę.

Ale to przecież nie moja wina! Jakbym umiał to bym się rozebrał sam, ale niestety dotychczasowe skoki rozwojowe jeszcze mnie tego nie nauczyły MAMO! 

Mati

p.s. zdjęcie na dziś - ja w moim łóżeczku


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz