Czas od porodu: 6 miesięcy i 19 dni
Waga: nie wiem, nie mam siły dojść do wagi
Mały klocek sponiewierał mój kręgosłup. Od soboty cierpię męki. W sobotę nie chodziłam, wczoraj i dziś tuptam z prędkością dżdżownicy. Spełnieniem marzeń wydaje się bezbolesne dojście z sypialni do salonu. A basen, fitness czy impreza w Sopocie, wydają się być jak misja poszukiwania obcych w kosmosie. Impossible.
Zajmowanie się Matim też pozostawia wiele do życzenia, bo schylenie się i wyjęcie/włożenie go do łóżeczka/leżaczka/kojca to jak uprawianie jogi przez 100-letnią staruszkę. Impossible. But doable.
Idę dziś do lekarza. Pewnie będzie chciał mnie uszczęśliwić wakacjami w Ciechocinku, serią masaży tudzież ogólnorozwojowym leniuchowaniem na kanapie.
Dobry żarcik. A Mateusz to sam się przewinie, pobawi, nakarmi, pospaceruje, przypilnuje i ponosi na rękach.
Mama
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz