wtorek, 27 grudnia 2011

Mama *39

Wiek Mateuszka: 10 miesięcy i 24 dni
Waga mamy: 64,6 kg

Nie ma to jak długo wyczekiwane Święta! Zaczęło się stanem podgorączkowym Mateuszka w dzień poprzedzający Wigilię. Noc była ciężka, nieprzespana, Mati budził się co chwila z płaczem, temperatura wzrosła nawet do 38,5 stopnia więc w końcu o 5 nad ranem dostał czopka. Pomogło. Do 15:00 w dniu Wigilii czuł się całkiem ok.
Oczywiście zaraz na drugi dzień zwróciłam się po poradę do Dr Google i dowiedziałam się, że w pierwszym dniu podwyższonej temperatury dziecka nie należy panikować i lecieć do lekarza, więc tak też zrobiłam.
Potem jednak zaczęła się jazda.
Moja ukochana i tak długo oczekiwana Wigilia stała pod znakiem Mateuszkowego płaczu, jęczenia i naszych prób zbicia jego gorączki. W nocy doszło do ponad 39 stopni... Tak więc rano na głodniaka, na brudasa, po drugiej nieprzespanej nocy udaliśmy się do szpitala. Jezu kto by pomyślał, że w Pierwszym Dniu Świąt Bożego Narodzenia nasze śniadanie przybierze postać czekoladowych ciastek znalezionych gdzieś na tylnym siedzeniu samochodu. Mateuszka też karmiłam tymi ciachami, bo nie wzięłam mleka, ani nic innego dla niego, a to czekanie tam trwało wieki.
Najpierw czekaliśmy aż Mati zrobi sisiu. Na nic zdało się lanie wody z kranu, pojenie go herbatką i cały czas szeptanie mu do ucha "psssi pssssi psssii". Po godzinie wysiusiał trochę w woreczek. Potem czekaliśmy na wyniki. Mati spał mi na rękach w jakichś powykrzywianych pozycjach. Po prostu Święta jak się patrzy! Kiedy przyszły pozytywne wyniki badania moczu, podjęliśmy decyzję, że jedziemy jednak do Łodzi. Wydawało się że to tylko falstart i że już dalsza część Świąt przebiegnie pozytywnie.
Ojej jak bardzo się myliliśmy! Gorączka Mateuszka tylko rosła. Czy w dzień czy w nocy, osiągała pułapy ok. 39,5 stopnia. Czopki działały niewystarczająco, wiec w ruch szły zimne okłady. Kolejna nieprzespana noc. A Mati zapłakany, obolały, lejący się przez ręce, tolerował tylko rączki mamy. Do kompletu wczoraj nad ranem przyszła jeszcze biegunka i wymioty plus kompletny brak łaknienia. Budził się dosłownie na 15 min aby sobie trochę pomarudzić i zaraz dalej zasypiał. I tak cały dzień. Stwierdziłam, że niemożliwe są aż takie jazdy związane z kilkoma wychodzącymi zębami. Spakowaliśmy się i ruszyliśmy w drogę do domu, aby dziś na spokojnie móc iść z Mateuszkiem do lekarza.
Od wczoraj wieczorem, po raz pierwszy od kilku dni temperatura utrzymuje się na poziomie 36,6 stopnia i to bez żadnych leków. Wygląda na to, że typowa dziecięca "trzydniówka" wpisała się idealnie w trzydniowy kalendarz Świąt. Nie ma to jak doskonały timing!
Jest takie świetne amerykańskie, czy tam angielskie powiedzenie: "People plan and God laughs"
I to by było na tyle w kwestii Świąt 2011.

Mama


W takiej pozycji spędziliśmy większość Świąt

2 komentarze:

  1. Ojej jak ja Wam współczuję. Szkoda świąt, szkoda Mateuszka. Wycierpiał się biedak. A jesteś pewna, że to trzydniówka. Ona ponoć kończy się wysypką. Mati ma wysypkę? Tak czy siak mam nadzieję, że to już koniec.
    PS. Widzę, że nie tylko mama ale i zwierzaki towarzyszyły Matiemu w ciężkich chwilach:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mati ma wysypkę od czoła po stópki! Ale od wczoraj kolejne jazdy nam się zaczeły. chyba jednak zęby wychodzą. Mati potrafi wyc jakby go ze skóry obdzierali. wczoraj znów pół dnia po lekarzach i szpitalach! i nikt nie potafi powiedzieć co mu jest!!!

    OdpowiedzUsuń