środa, 6 lipca 2011

Mama *15

Czas od porodu: 5 miesięcy i 3 dni
Waga: 67,1 kg

Wychodzę do rodziców spacerem. Postanawiam wziąć ze sobą Diesla. Kuba w pracy. Ponieważ wózek Mateusza stoi na dole klatki, muszę się porządnie zorganizować. I tak:  ubieram Mateusza, wsadzam go do bujaczka, pakuję jego torbę, zapinam Diesla w uprząż i zapinam smycz, przygotowuję kocyk do wózka, zawieszam na ramieniu swoją torebkę, wieszam sobie klucze na szyi. Ok. Jestem gotowa.

I teraz to co następuje:
1. Otwieram drzwi i wypuszczam Diesla.
2. Diesel zbiega po klatce z całym impetem, zaplątując się smyczą o barierki (barierki są drewniane, a Diesel waży 27 kg i ma siłę Mariusza Pudzianowskiego), prawie je wyrywa.
3. Nie przejmuję się Dieslem. Biorę Mateusza w jedną rękę, w drugą chwytam jego torbę i kocyk. Zmierzam do drzwi.
4. W tym momencie zauważam, że na klatkę wybiega Tofik.
5. Odkładam torbę. Odkładam Mateusza do bujaczka.
6. Biegnę na klatkę po Tofika na drugie piętro. W tym czasie Diesel jest już na parterze.
7. Chwytam Tofika, wrzucam go do domu, zamykam drzwi, żeby znów nie uciekł.
8. Powtarzam się: biorę Matiego i torbę. Przypomina mi się, że zapomniałam smoczka. Idę z Mateuszem, torbą i kocykiem do jego łóżeczka, jakoś podnoszę smoka i wkładam go sobie do buzi (za uchwyt oczywiście, tak tak wiem, że są smyczki na smoka, ale u mnie się jakoś nie sprawdzają w praktyce).
9. Otwieram drzwi. Przed nimi stoi Diesel i patrzy na mnie jakby chciał powiedzieć: „ale o co chodzi…?”
10. Schodzimy na dół, wkładam Matiego do wózka, biorę smycz w rękę i wychodzimy.
11. Okazuje się, że Diesel ma ogromną potrzebę oddania moczu, więc pociąga mnie z takim impetem, że mam wybór: albo puszczę wózek i pobiegnę tam, gdzie chce Diesel, albo jeśli nie puszczę wózka, ten wywinie orła. Przypominam ile waży i jaką siłę ma Diesel.
12. Potrzeba załatwiona, wózek stoi, więc mogę ruszyć przed siebie.
13. Diesel nadal nie nauczył się co to znaczy „stój”, „nie właź pod koła wózka” czy „nie ciągnij”, więc co chwila albo pałęta się pod kółkami wózka, albo ciągnie mnie i jest powtórka z punktu 11. Założę się, że ludzie dookoła patrzą się na nas i się śmieją, ale nie mam czasu jakoś tego zaobserwować.
14. W końcu dochodzimy do lasu, gdzie spuszczam Diesla ze smyczy, aby załatwił inną potrzebę. Sama pcham wózek po konarach i nierównościach lasu.
15. Tak jak wspominałam, Diesel mnie nie słucha, więc przy wyjściu z lasu nie reaguje na komendę „stój!”. Muszę wziąć go sposobem. Odwracam się, krzyczę „papa” i idę z powrotem w stronę domu. Znów wózkiem po konarach.
16. Mateusz zaczyna płakać. Na szczęście tylko wypadł mu smok i włożenie mu go z powrotem do buźki załatwia sprawę.
17. Diesel zatrzymuje się, zastanawia się co jest grane, ale nie przybiega do mnie. Muszę wymyślić inny sposób, aby go złapać. Podnoszę kija. To działa. Biegnie jak wariat. Mam go!
18. Wracamy znów do punktu 13. W tym momencie dzwoni Kuba. „Gdzie Ty jesteś?!” No tak, nie mam niestety trzeciej ręki, która mogłaby wystukać smsa z informacją, gdzie się podziewam.
19. Kiedy rozmawiam przez telefon Diesel nadal ciągnie w różne strony świata, więc wózek tak samo kreci się tam, gdzie go Diesel poniesie.
20. W końcu docieram do celu. Puszczam Diesla wolno na klatce, chowam wózek do wózkarni, odpinam torbę od wózka, biorę Mateusza na ręce. W tym momencie w drzwiach wózkarni pojawia się moja mama i pyta: „Może Ci pomóc?”

J

Hmm przypomnijcie mi - ile ja tak naprawdę mam tych dzieci?

Mama

p.s. a tu wszystkie moje dzieci:



2 komentarze:

  1. Moje wyjście z córcią i psem wygląda baaardzo podobnie. Ale jeszcze bardziej muszę się nagimnastykować, gdy próbuję psa zostawić w domu:)
    PS. Fajny blog. Będę zaglądać

    OdpowiedzUsuń
  2. PS 2. Zapraszam do siebie http://coankamanamysli.blox.pl/html

    OdpowiedzUsuń