Waga mamy: 65,9 kg
Dom praca dom praca dom… ah jak marzy mi się impreza w Sopocie.
Nie szalałam już ładnych kilkanaście miesięcy. Nie żałuję. Jak patrzę na mojego
szkraba, nie żałuję ani jednej nieprzespanej nocy, ani jednego umęczonego dnia
i ani jednej imprezy, na której mnie nie było. Tak jak jest, jest cudnie. Co nie
znaczy, że czas się gdzieś wybrać na małe szaleństwo… Koniecznie!
A mój młodzieniec… od kilku dni nie daje się wykąpać. Już w
sypialni jak go rozbieram zaczyna płakać. Jak wchodzimy do łazienki jest ryk, a
w wannie już totalna histeria. Jejku, kiedyś szalał z piłeczkami i kaczuszkami
kilkanaście minut, a dziś po kilkunastu sekundach trzeba go na szybko myć i
wyciągać, bo płacze w niebogłosy. Jakby się czegoś bał… I nie pomaga jak ja
wchodzę do wanny razem z nim, nie pomaga powrót z dalekiej piwnicy, dawno
zapomnianej wanienki – jak tylko przychodzi 19:00 i trzeba się rozebrać i wejść
do łazienki – jest płacz. Martwi mnie to… :/ Jeden z ulubionych rytuałów
wieczornych, stał się jakimś koszmarem. Tak mi szkoda Mateuszka… widać, że
strasznie cierpi i jest mu źle. A ja nie wiem jak temu zaradzić, jak mu pomóc. Na
brudasa przecież się nie da żyć…
Mama
a tu stare dobre czasy... oby szybko powróciły
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz